poniedziałek, 27 marca 2017

Sieciówka vs secondhand


Z a k u p y. Wystarczy jedno sześcioliterowe słowo, a oczy kobiety zaczynają błyszczeć. Istnieje kilka strategii robienia zakupów. Dla jednych będzie to wyprawa do ulubionego butiku, w którym zawsze ubiorą się całe od stóp do głów, inne wybiorą shopping po ulubionych sieciówkach, znajdą się też wśród nas takie osoby, które zdecydują się na kilkugodzinne szperanie w secondhandach. A jak w rzeczywistości wyglądają takie zakupy? Czy naprawdę są takie przyjemne? Czym różnią się sieciówki od sklepów z odzieżą używaną? Wezmę dziś pod lupę obydwa te miejsca.


Prezentacja sklepu
Przechadzając się ścieżkami galerii handlowych nietrudno dostrzec, że sklepy stale prześcigają się w pomysłach na prezentację witryn. Ubrania zdają się mówić: "Kup mnie!", "Wybierz mnie!". Jeżeli chodzi o szyby lumpeksów, to one zazwyczaj odstraszają. Dodatkowo po wejściu uderza w nasze nozdrza ta cudowna woń. W sieciówkach natomiast wypuszczają w powietrze zapachy, które mają nas relaksować, kojarzyć się z kwiatuszkami, biedroneczkami, ptaszkami. Są to typowe zagrywki, dzięki którym jesteśmy bardziej podatni na wydawanie naszych pieniędzy. Z głośników zawsze wydobywa się przyjemna dla ucha melodyjka. Sieciówki posiadają specjalny dział VM (Visual Merchandiser), który jest odpowiedzialny za to, aby sklep był odpowiednio przystosowany do klienta, abyśmy czuli się wyjątkowo. Jedyny wyjątek stanowi okres wyprzedaży. Sklepy są wtedy w opłakanym stanie. Wyglądają tak, jakby przed chwilą przeszedł przez nie huragan Katrina. Rzeczy walają się po podłodze. Klientki wpadają w szał zakupowy, depczą ubrania, depczą po sobie, nie zwracają uwagi na nic. Po prostu szok!

Trendy kontra klasyka
Zadaniem sieciówek jest podążanie za wielkimi kreatorami mody. Wraz z nadejściem nowego sezonu proponują one najświeższe trendy. Nowości te w krajach Europy Zachodniej już wcześniej przyjęły się i są widoczne na ulicach. Polska pod kątem akceptowania trendów jest wciąż bardzo oporna. Nowościom mówimy zdecydowane NIE! Większość Polaków wybiera klasykę, ponieważ jesteśmy społeczeństwem, które stawia na praktyczność, a nie na bycie supermodnym. Preferujemy ponadczasowość. W sieciówkach zawsze powinien znajdować się dział z klasyczną odzieżą. Jednak, gdy chcemy coś kupić zwykle bywa tak, że mamy trudności ze znalezieniem czegoś odpowiedniego, wtedy warto poszukać w pobliskim secondhandzie. One są pełne klasyków: marynarek, koszul, płaszczy.

Ceny
Secondhand jest w tej kwestii bezkonkurencyjny pod warunkiem, że nasze zakupy robimy z głową. Nie wszystko kosztuje przysłowiowy grosz, zdarzają się swetry za 40 zł, kurtki za 100 zł, wtedy myślę sobie - porąbało. Pamiętajmy ubrania są najdroższe zawsze w dniu dostawy, w tym czasie można zostawić w lumpeksie zawrotną sumę pieniędzy. Analizując pod kątem cenowym sieciówki, to większość z nas lubi zdecydowanie wstrzymać się z zakupem danej rzeczy do czasu, kiedy na witrynie sklepowej zobaczy długo wyczekiwane SALE. Podczas wyprzedaży ceny w lumpeksach i w sieciówkach są do siebie bardzo zbliżone.

Jakość
Asortyment w sklepach bywa podzielony pod tym względem. Sieciówka może mieć dobrej jakości t-shirty, za to spodnie po dwóch praniach wyglądają gorzej niż nasze starsze pary jeansów. Ponadto, gdy coś jest lepszej jakości, jego cena automatycznie jest wyższa od zamienników o gorszym składzie surowcowym. Robiąc zakupy należy zastanowić się, czego tak naprawdę oczekujemy, czy ubrań, które posłużą nam na dłużej, czy barachła. Jeżeli suma, jaką chcemy przeznaczyć na nową odzież nie jest zbyt wysoka, bez zastanowienia wybierzmy secondhand. W sieciówkach trzeba wydać sporo pieniędzy, aby kupić ubrania dobrej jakości. Lumpeks pod tym względem serwuje nam ubrania z wyższej półki: jedwabne koszule, kaszmirowe bluzki, wełniane swetry.


Rozmiar
Każda sieciówka ma swoją rozmiarówkę i trzeba w danym sklepie założyć na tyłek kilka par spodni, aby dojść do tego, czy w tym miejscu będzie dobry na nas rozmiar 38, czy 40, a może 36? Często okazuje się, że kroje spodni w danym sklepie nie są w ogóle dla nas i spocone/eni wychodzimy z przymierzalni z TĄ miną. Pomimo tego początkowego zawirowania z rozmiarami, na ich dostępność nie możemy narzekać. Natomiast w lumpeksie znalezienie naszego rozmiaru graniczy z cudem. Zawsze coś odstaje, coś jest ciut za małe lub za duże. Cóż, ale taki właśnie urok secondhandów. Kupując ubranie z lumpeksu wydamy niewiele, jednak może się to wiązać z wizytą u krawcowej. Osobom, które kochają secondhandy na pewno przypadł do gusty styl oversize. Dla kogoś, kto dobrze czuję się w takich outfitach, lumpeks może stać się rajem.

Stan ubrań
Ze sklepu wychodzimy zadowolone, z nowiuśkimi ubraniami, które od razu możemy założyć. Natomiast odzież z lumpeksów, hmm... dużym minusem jest konieczność prania tych rzeczy. Czasem nawet kilkukrotne wypranie nie do końca sprawi, że zniknie ten okropny zapach. Ponadto ubrania w secondhandach bardzo często mają jakiś gratisik w postaci defektu: dziurki, zmechaceń, braku guzika, plamek. Pomimo tych wad, ze względu na niską cenę decydujemy się na zakup. To są największe minusy tego miejsca i jeżeli ktoś ma obsesję na punkcie higieny, powinien szerokim łukiem omijać sklepy z odzieżą używaną.

Czas
Mówi się, że czas to pieniądz. Przyglądając się tematowi zakupów, można to powiedzenie zinterpretować w ten sposób: im więcej czasu poświecimy, tym mniej pieniędzy wydamy. W secondhandach, aby znaleźć coś naprawdę interesującego trzeba poprzerzucać kilkadziesiąt wieszaków lub zanurkować w wielkim koszu. Nie wiadomo kiedy ucieknie nam godzina lub dwie. W sieciówkach prezentacja ubrań jest po postu bardziej przejrzysta, przez to shopping po sieciówka będzie szybszy i sprawniejszy (powiedzmy).

Lumpeks = sieciówka
Nie będzie odkryciem, gdy napiszę, że lumpeksy pełne są rzeczy z sieciówek.  Na dodatek często można spotkać nowe rzeczy jeszcze z metkami! Wiadomo, ceny tych ubrań są automatycznie wyższe od rzeczy wiszących obok. Plusem lumpeksu jest to, że będąc w jednym sklepie możemy znaleźć wszystkie marki świata.

Mam nadzieję, że napisany post nie zniechęcił Was do robienia zakupów w którymkolwiek z tych miejsc. W sumie nie taki był jego cel. Jeżeli chodzi o mnie to zdecydowanie pozostanę mieszanką Shopping Queen i Lumpeksiary. Jestem ciekawa, co Wy preferujecie? Dajcie znać.

11 komentarzy:

  1. o rany jaki piesek na końcu <3
    fajny tekst, chociaż nie zgadzam się, że rzeczy ze sklepu można od razu zakładać- ja zawsze piorę, czy to z sh czy z sieciówki, jednak za dużo osób przede mną mogło to mierzyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi o kwestie zapachowe... :) Poza tym masz całkowitą rację. Gdy piszesz: "za dużo osób przede mną mogło to mierzyć" od razu mam wizualizację spoconych, nieładnie pachnących ludzi po całym dniu pracy. Haha. Nie jest to smaczne XD Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ja nigdy nie mogę na nic trafić w sh, nie mam do tego szczęścia :') śliczny piesek!
    VIA-MARTYNA.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cierpliwość i wytrwałość to cechy niestrudzonych poszukiwaczy skarbów :)

      Usuń
  3. świetnie napisane, czytałam z przyjemnością i fakt, bardzo dużo rzeczy wyłapałaś w tym porównaniu. Zgadzam się z tym, że jeśli mamy zamiar wydać niewielką sumę w sieciówce, lepiej wydać tę samą kwotę w SH i wybrać rzeczy lepszej jakości :)
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja zdecydowanie lubię bardziej lumpeksy, bo naprawdę można fajne rzeczy kupić za niewielką cenę :) Tyko trzeba mieć szczęście, by trafić :)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja to bardzo czesto kupowalam w sh znalazlam tam tyle perelek, ktore byly dostepne w sieciowkach:) Ale zawsze wybieralam te rzeczy ktore innych nie interesowaly:)


    Buziaki:*
    WWW.KARYN.PL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie rzeczy, które wybieram innych nie interesują. To się nazywa spaczony gust. :)

      Usuń

Copyright © 2016 Pugslovefood&fashion , Blogger